De lingua latina

    Są takie przedmioty szkolne i nauczyciele, którzy na długo zapadają w pamięć. Dla mnie bez wątpienia jednym z takich przedmiotów będzie łacina. Oraz nauczycielka, która przez cztery lata uczyła mnie tego przedmiotu i wprowadziła mnie w fascynujący świat starożytnego Rzymu. 

    Chodzę do szkoły średniej. Już od jakiegoś czasu... W mojej szkole podstawówka trwa pięć lat. To, co następuje potem trwa siedem lat i jest już szkołą średnią, która kończy się egzaminem maturalnym. Zaczynając kolejne etapy edukacji mamy możliwość wyboru przedmiotów. W pierwszej klasie szkoły średniej mogłam wybrać przedmiot na drugą i trzecią klasę. Wybrałam łacinę, bo wydawało mi się to

ciekawą przygodą. 

  Początkowo zajmowaliśmy się tłumaczeniem prostych tekstów, i korzystaliśmy z podręcznika Cambridge Latin Course. Tłumacząc teksty poznawaliśmy życie codzienne Cecyliusza - bankiera mieszkającego w Pompejach i jego rodziny. Podczas tych pierwszych dwóch lat miała również miejsce wycieczka do Anglii z moją ówczesną klasą od łaciny, i jednocześnie mój pierwszy pobyt w Anglii, który sprawił, że zakochałam się w tym miejscu. Byliśmy tam zobaczyć rzymski pałac, który znajduje się w Fishbourne w hrabstwie West Sussex. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że to, co robiliśmy przez te dwa lata było bardzo proste w porównaniu do tego, co przyszło potem, choć nie mniej ciekawe.

    Po zakończeniu pierwszych dwóch lat nauki łaciny wiedziałam, jak nazwać poszczególne części rzymskiego domu (hortus, atrium, cubiculum), jak się przywitać oraz jak nazwać kogoś łotrem i szkodnikiem (pestis, furcifer), chociaż nie sądzę, by to ostatnie bardzo mi się przydało w ostatnim czasie ;-). Zanim zaczęłam czwartą klasę szkoły średniej stanęłam przed kolejnym wyborem; wziąć łacinę na kolejne dwa lata, po czym zdać pisemny i ustny egzamin i otrzymać dyplom Latinum Europaeum. Bezsensowne byłoby zacząć coś i przerwać to w połowie, poza tym przyznam, że odrobinę kusiła mnie wizja dyplomu i możliwości wpisania do CV znajomości podstaw łaciny. Ostatecznie wybrałam łacinę na klasę czwartą i piątą. Nauczycielka została ta sama, jednak klasa trochę się zmniejszyła i zostało nas tylko siedem osób. 

    Przez ostatnie dwa lata przygotowywaliśmy się do egzaminu poznając słówka, gramatykę; w tym konstrukcje ACI, NCI, verba deponentia, formy podstawowe czasowników (e.g amo, amare, amavi, amatum) i wiele innych. Tłumaczyliśmy mowy Cycerona (w tym oczywiście jego mowy wygłoszone przeciwko Katylinie), teksty Julisza Cezara i Oktawiana Augusta - pierwszego cesarza Rzymu. Zgłębialiśmy kulturę, religię i historię starożytnego Rzymu.

   Dzisiaj jestem na początku szóstej klasy szkoły średniej, w przyszłym roku matura. Prawdopodobnie za kilka dni otrzymam dyplom Latinum. Nie mogę uwierzyć, że moja przygoda z łaciną już dobiegła końca. Z powodu pandemii egzamin końcowy nie odbył się, a poprzedni rok szkolny a z nim moje lekcje łaciny zakończyły się dość nietypowo. Były to jednak bardzo ciekawe i przepełnione wiedzą cztery lata ze wspaniałą nauczycielką, pełną zapału do tego o czym mówi i chęci byśmy rzeczywiście wynieśli coś z lekcji. Nie tylko podczas zdalnego nauczania, ale także stacjonarnie w szkole, łacina była bez dwóch zdań najlepszą lekcją, na której piliśmy herbatę i tłumaczyliśmy starożytne teksty w przyjaznej i bezstresowej atmosferze.

   Tak naprawdę dopiero pod koniec roku, kiedy ostatnia lekcja łaciny zbliżała się nieubłaganie i kiedy Pani przeczytała na lekcji fragment książki Mary Beard SPQR Historia starożytnego Rzymu, dotyczący Oktawiana Augusta, zdałam sobie sprawę, jak bardzo będę za tymi lekcjami tęsknić i jak dużo mi dały. Uświadomiłam sobie, że tłumaczenie tekstu może być całkiem niezłą frajdą, bo tak naprawdę polega na odkrywaniu tekstu na nowo wraz z każdym przetłumaczonym zdaniem. Nauczyłam się więcej historii starożytnego Rzymu niż podczas lekcji historii w całej mojej edukacji, na których starożytny Rzym omawialiśmy chyba co roku! Dzięki łacinie daty takie jak rok 753 p.n.e, 15 marca 44 roku p.n.e czy 27 rok p.n.e będę pamiętać chyba już na zawsze i już zawsze będę wiedziała, że Galia est omnis divisa in partes tres, (Gajusz Juliusz Cezar Pamiętniki o wojnie galijskiej).

    Lekcje łaciny pokazały mi, jak znaczący wpływ na

współczesny świat miał starożytny Rzym i jego mieszkańcy. Dzięki nim wiem, jak mocno starożytny Rzym zapisał się w takich dziedzinach jak prawo, wojskowość czy polityka, ale również życie codzienne. Kalendarz nomen omen juliański
jest także spadkiem po Rzymianach, nie wspominając już o nazwach miesięcy
July i August, które zawdzięczamy Cezarowi i Augustowi. Zainteresowanie, jakim zaraziła mnie moja nauczycielka, sprawiło, że już na początku wakacji kupiłam książkę Mary Beard i przeczytałam, później oglądając jeszcze na Netflixie serial Cesarstwo Rzymskie, co doprowadziło do mojej niejako obsesji na punkcie starożytnego Rzymu, która trwa do dzisiaj. 

    Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś przedmiot szkolny miał na mnie i na moje zainteresowania tak duży wpływ. Bez wątpienia jest w tym wielka zasługa mojej nauczycielki, która z taką pasją opowiadała nam o Cezarze czy Cyceronie i pokazała ich jako prawdziwych ludzi z krwi i kości, a nie wyłącznie postaci historyczne, których życiorysów powinniśmy się nauczyć. Z pewnością zapamiętam te lekcje na długo. Dlatego chciałabym bardzo polecić naukę łaciny, czy to na studiach czy w szkole jeśli jest taka możliwość. Dla mnie była to naprawdę ekscytująca przygoda, dzięki której poznałam interesujący świat Rzymian - ludzi, którzy potrafili obchodzić jakieś święto każdego dnia miesiąca.

 

 Non scholae, sed vitae discimus. ~ Lucius Anneus Seneca





     

     

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moje ulubione pary filmowe i książkowe, czyli małe co nieco na walentynki

Śladami historii: Szlak Orlich Gniazd

Beztroskie życie w małym kraju w rejonie Wielkich Jezior Afrykańskich w zestawieniu z historią