Beztroskie życie w małym kraju w rejonie Wielkich Jezior Afrykańskich w zestawieniu z historią

Inspiracja do przeczytania tej książki okazała się dosyć prosta i oczywista, ponieważ jest to moja lektura obowiązkowa z języka francuskiego. Przyznam, że początkowo myślałam, iż będzie to kolejna zwykła lektura, którą trzeba przeczytać, bo tak każe program. Nie sądziłam, że wzbudzi we mnie tyle emocji i na nowo pozwoli odkryć muzykę w języku francuskim...

Petit pays (tytuł polski: Tęsknota) to pierwsza powieść w dorobku francusko-rwandyjskiego piosenkarza i autora tekstów Gaela Faye. Książkę po części można nazwać autobiograficzną, ponieważ pewne elementy fabuły pokrywają się z życiorysem i przeżyciami autora. Stanowi ona jednak w tym samym stopniu historię uniwersalną, z którą ludzie o podobnych doświadczeniach mogą się utożsamiać. 

Książka skupia się na przeżyciach i uczuciach młodego Gabriela mieszkającego w Bużumburze stolicy Burundi razem ze swoją mamą Rwandyjką z plemienia Tutsi, ojcem Francuzem oraz młodszą siostrą Anną. Dzieciństwo Gabriela można nazwać beztroskim: mieszka w dzielnicy dyplomatów i cudzoziemców, żyje w środowisku osób stosunkowo uprzywilejowanych, w większości mieszanych małżeństw tak jak jego rodzice. Chłopak mieszka w otoczeniu krokodyli, jadowitych węży i wielu innych, ponieważ jego ojciec jest specjalistą od gadów, chłopak ma służbę, chodzi do francuskiej szkoły, gdzie po raz pierwszy zaczyna czuć do kogoś głębsze uczucia za sprawą korespondowania z pewną Francuską, Laurą... Całe dnie bohatera upływają na spotkaniach z przyjaciółmi, na zrywaniu mango, a później na sprzedawaniu ich sąsiadom, na spędzaniu czasu nad jeziorem Tanganika oraz na piciu piwa w klubie słuchając rozmów dorosłych. 

Pewnego dnia idealne życie Gabriela zaczyna się powoli rozpadać, gdy dochodzi do rozstania jego rodziców. Jest to pierwszy etap kaskady zdarzeń, które doprowadzą do tego, że młody chłopak będzie musiał bardzo szybko dorosnąć a niewinność i beztroska zostaną zastąpione przez strach. Wojna domowa w Burundi oraz ludobójstwo w Rwandzie z roku 1994 sprawiają, że doświadcza rzeczy niewyobrażalnych, których żadne dziecko nie powinno nigdy przeżyć... Kiedy grożą mu śmiercią dlatego że jest Francuzem, kiedy jego matka traci rozum po powrocie z Rwandy i odkryciu, że jej rodzina została zabita, chłopak zaczyna doświadczać koszmarów wojny na własnej skórze. Doświadczenia te kończą się wraz z dniem kiedy chłopak wraz z młodszą siostrą ucieka z kraju do Francji. Nie zapomina jednak o swoich korzeniach i pochodzeniu i po prawie dwudziestu latach wraca do Afryki. Ten powrót pozwala mu jednak zobaczyć, że to, co kiedyś znał i kochał nie jest już takie samo i że nie ma tam już ludzi, którzy niegdyś ożywiali to miejsce. Gabriel zdaje sobie również sprawę z tego, że nie został wygnany ze swojego kraju, a tak naprawdę został wygnany ze swojego dzieciństwa, stracił je, co wydawało mu się jeszcze straszniejsze.

Moim zdaniem główny problem poruszany przez tę powieść stanowi poszukiwanie własnej tożsamości. Młody Gabriel z racji swojego pochodzenia i podwójnej kultury staje się kimś, kogo definiują inni ludzie i co chyba istotniejsze te stwierdzenia nie zawsze się ze sobą pokrywają... Dla swojego ojca Gabriel jest Tutsim tak jak jego matka, dla swojej mamy Gabriel i jego siostra to "mali Francuzi", o delikatnie karmelowej skórze, ale jednak biali, dla żołnierzy z plemienia Tutsi Gabriel to Francuz i dlatego w Burundi nie ma dla niego miejsca. Chłopak o francusko-rwandyjskich korzeniach wreszcie decyduje, że nie chce się definiować i nie chce by inni robili to za niego. Dwadzieścia lat później na pytania o to kim jest i skąd pochodzi odpowiada, że jest człowiekiem. 

Jest to definicja samego siebie, którą przyjmuje człowiek, który widział w jaki sposób tożsamość i przynależność do konkretnej grupy może doprowadzić do cierpienia i życia w ciągłym strachu. Jest to również odpowiedź na absurd rasizmu, który ojciec przedstawia Gabrielowi. Gdy chłopak pyta co jest powodem wojny pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu, jego tata odpowiada, że oba plemiona mają ten sam język, żyją w tym samym państwie i wyznają tę samą religię, a powodem wojny jest to, że nie mają takiego samego kształtu nosa... Jest to jednocześnie kwintesencja rasizmu: jedni ludzie pałają nienawiścią do drugich tylko i aż z powodu na przykład odmiennych cech fizycznych - absurd i coś absolutnie niepojętego, ponieważ każdego powinno się definiować na pierwszym miejscu tak jak robi to bohater Tęsknoty. Tak jak Gael Faye śpiewa w jednej ze swoich piosenek: "Kiedy spotykają się dwie rzeki stają się jednym, a poprzez to połączenie nasze kultury się zacierają". Podwójna kultura nie oznacza, że jest się jednym albo drugim ale obojgiem naraz, nie chodzi tu o to, by przeciwstawiać te dwie części siebie, ale by pozwolić im tworzyć jedno. Myślę, że to jest najważniejsze przesłanie tej książki: sam muszę wiedzieć kim jestem i to w jaki sposób się zdefiniuję musi sprawiać, że będę w zgodzie ze sobą, w przeciwnym razie gdy inni zaczną mnie definiować doprowadzi to tylko do zdezorientowania z mojej strony. A jeśli ja nie wiem km jestem i czuję się niemal rozszarpany między dwie kultury, to w jaki sposób mam prawdziwie poznać innych ludzi i zawiązywać relacje? Co jednak jeszcze istotniejsze - nie ważne czy ktoś pochodzi z Burundi, czy ma rwandyjskie czy francuskie korzenie każdy w pierwszej kolejności jest człowiekiem. Ważne aby nauczyć się definiować siebie a przede wszystkim innych jako ludzi, tak jak zrobił to Gabriel, i na pytanie "Kim jesteś? Jakie są twoje korzenie?" odpowiadać: Je suis un être humain. - "Jestem człowiekiem".

Kolejną bardzo ważną kwestią jest piekło wojny w Burundi i ludobójstwa w Rwandzie, które dotykają bohatera i jego bliskich. Te wydarzenia sprawiają, że dotąd szczęśliwe życie bohatera zmienia się diametralnie. Nie stanowią one głównego elementu powieści, a są tym co doprowadza do utraty tego raju na ziemi, którym dla Gabriela jest Bużumbura. Petit pays to nie książka opowiadająca o wojnie w Burundi i ludobójstwie w Rwandzie per se, nie jest to dzieło dokumentujące te wydarzenia w znaczeniu historycznym - opowiada ono przede wszystkim o konsekwencjach tych wydarzeń w odniesieniu do życia i dzieciństwa Gabriela. Przede wszystkim książka ta pokazuje koszmar wojny w oczach dziecka, które nie wie co się dzieje, nie rozumie dlaczego do tej wojny w ogóle dochodzi, które przez to traci swoją niewinność i jest zmuszone opuścić swój raj na ziemi. Jest to książka o straconym dzieciństwie i straconym raju.

Nie będę ukrywać, że powieść tę czytałam z bijącym z przejęcia sercem. Ta lektura sprawiła, że zaczęłam odczuwać wiele emocji jednocześnie: współczucie dla głównego bohatera, a tym samym dla autora, który pisząc inspirował się tragedią własnego dzieciństwa, wzruszenie, zwątpienie i niedowierzanie, że pod koniec XX wieku wciąż działy się tak straszne rzeczy i które wciąż się dzieją, a to wszystko np. przez inny kształt nosa... Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jak to możliwe, że ludzie są w stanie zabić sąsiada, przypadkowego przechodnia na ulicy z tak... absurdalnych powodów. Książka ta zostawiła mnie również z poczuciem, że o problemach Afryki wciąż mówi się za mało, a część krajów afrykańskich jak chociażby Burundi nie istnieje w literaturze czy kinie, dlatego też uważam, że powstanie tej książki jak również filmu na jej podstawie było czymś, czego świat potrzebował. Było to potrzebne, by uwrażliwić obywateli na te odległe tragedie, o których mówi się bardzo mało, albo wcale, a które dla tych którzy je przeżywają stanowią koniec ich świata...

Dzięki tej książce chyba powoli zaczynam rozumieć, dlaczego część moich lektur w zeszłym i w tym roku szkolnym skupiało się na Afryce. W poprzedniej klasie na lekcjach francuskiego czytaliśmy książkę Eldorado Laurent'a Gaudé, która opowiada o uchodźcach  przypływających na Sycylię i rozterkach komendanta Piracci'ego, który pewnego dnia na targu widzi kobietę, którą kiedyś uratował. W tym roku czytaliśmy Jądro Ciemności Josepha Conrada, a na lekcjach historii rozszerzonej uczyliśmy się o kolonializmie i imperializmie europejskim na przełomie XIX i XX wieku, na geografii mówiliśmy o powodach które sprawiły, że dzisiaj duża część krajów afrykańskich jest wciąż krajami rozwijającymi się a ich wzrost gospodarczy jest mniejszy niż np. państw europejskich. Jednym z tych powodów okazał się kolonializm...

Co chcę przez to powiedzieć to, że z większości tych wydarzeń wcześniej nie zdawałam sobie sprawy i cieszę się, że dzięki szkole i nauce francuskiego książka Petit pays znalazła się na mojej drodze. Otworzyła mi oczy na to, że nawet jeśli coś dzieje się daleko i z pozoru mnie nie dotyczy to stanowi tragedię innych ludzi i dla nich może właśnie następować koniec świata podczas kiedy ja, niczego nieświadoma siedzę w domu w kraju, w którym od wielu lat nie było wojny... Książka ta tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinno się mówić o wydarzeniach w tych małych i mniejszych krajach, bo jeśli trzeba będzie zainterweniować, by ocalić czyjś mały raj, a my tego nie zrobimy to kto inny zadziała za nas?


Poniżej zamieszczam trzy piosenki autora książki "Petit pays", które uważam za bardzo poruszające i które sprawiły, że lektura jego książki stała się dla mnie jeszcze bardziej emocjonalna i wzruszająca. 

 





 


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moje ulubione pary filmowe i książkowe, czyli małe co nieco na walentynki

Śladami historii: Szlak Orlich Gniazd