Jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie!

                                                  Wycieczek po Belgii i Brukseli część II
Tym razem trochę o jedzeniu. Dzisiaj byłam z całą rodzinką (tj. z mamą, tatą, babcią i dziadkiem) na obiedzie w restauracji Colmar. Działa ona, tak że płacisz jedną kwotę, a jesz ile chcesz. Jest tam szwedzki stół i bufet deserów. Samą restaurację zdecydowanie polecam, bo płaci się naprawdę nie drogo, a można się bardzo dużo najeść. Ja zamówiłam dzisiaj łososia zapiekanego w cieście francuskim z sosem musztardowym, surówką i frytkami. Mmm... niebo w gębie! ;-) Jedzenie było niebiańskie, nie mówiąc już o deserach. (Fontanna z płynną czekoladą! To ja rozumiem! ;-)) W restauracji podają także moules (czytaj: mule :-)) i frytki. Skoro już wspomniałam o "typowo" belgijskich przysmakach (moules i frytki) nie może zabraknąć piosenki Stromae Moules Frites.


Poniżej zdjęcia  mojej dzisiejszej wielkiej rodzinnej "wyżerki".
Menu w restauracji Colmar.




Różne, różności z bufetu. ;-)
"Mój" łosoś w sosie musztardowym z frytkami i surówką. Mmm... pycha!
Najlepsze na koniec, desery... 
I love it!!!! <3<3<3

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moje ulubione pary filmowe i książkowe, czyli małe co nieco na walentynki

Śladami historii: Szlak Orlich Gniazd

Beztroskie życie w małym kraju w rejonie Wielkich Jezior Afrykańskich w zestawieniu z historią